Choć ten temat wydaje się wałkowany od niepamiętnych czasów, a przez to zapewne znany już wszystkim, my też mamy ochotę dorzucić do niego swoje 3 grosze. I to nie dlatego, że uważamy się za Alfę i Omegę Internetów (nawet jeśli tak jest, nie przyznamy się w sądzie!). Po prostu jesteśmy pewni, że problem komunikacji w social media jest cały czas aktualny, a sztuka porozumiewania się kuleje na wielu płaszczyznach.

1. Spójny przekaz

To pierwsza i jedna z ważniejszych zasad, które muszą towarzyszyć Ci podczas komunikacji z fanami Twojej marki. Zacznij od ustalenia, kim jest Twoja grupa docelowa – jeśli są to konserwatywni biznesmeni oczywistym jest, że nie będziesz zwracać się do nich na „Ty”. Pamiętaj, czasem dystans to dobra rzecz. Najważniejsze jest wypracowanie własnego sposobu komunikacji i trzymanie się go. Nie zmieniaj niczego na hop siup, nie słuchaj podszeptów mądrych kolegów, którzy doradzają Ci zaczynanie każdego wpisu od „Elo, elo”. Jeśli chcesz coś zmienić, rób to powoli, by Twoi odbiorcy nie przeżyli szoku, wchodząc pewnego pięknego dnia na swój ulubiony fanpage czy blog, który zmienił się magicznie podczas jednej nocy. Możesz także zaangażować swoich fanów i po prostu spytać ich, czy nie mieliby nic przeciwko drobnym zmianom – zrób to w formie ankiety albo najzwyczajniej w świecie poproś o komentarze. W ten sposób nie tylko pokażesz, że jesteś gotowy na zmiany, ale także że słuchasz tego, co mówią do Ciebie odbiorcy. Przecież to oni są najważniejsi.

2. Szanuj rozmówcę swego

Ten problem ma swoje podłoże w naszym wychowaniu – jeśli w dzieciństwie nie nauczono Cię, że trzeba słuchać, kiedy się do Ciebie mówi i odpowiadać uprzejmie, biada Ci! W czasach, w których trolle mnożą się jak pleśń na starych kanapkach, szacunek jest na wagę złota. Twoi odbiorcy docenią go tym bardziej, jeśli w sytuacjach skrajnych, kryzysowych, zachowasz zimną krew i swojego oponenta zabijesz spokojem. Zasada ta dotyczy nie tylko hejterów, ale przede wszystkim tych, którym chce się angażować pod Twoimi postami. Pamiętaj o nich i odpowiadaj na ich pytania, nie zwlekaj i nie bądź lakoniczny. Jeśli ktoś pyta o cenę usługi, zamiast wklejać link do cennika po prostu to napisz. Jeśli użytkownik zwraca się bezpośrednio do Ciebie, nie robi tego dlatego, że nie potrafi znaleźć informacji w Internecie (przeważnie), ale dlatego, że chce nawiązać kontakt. Wykorzystaj to na swoją korzyść.

3. Oczy i uszy otwarte

Kwestia szacunku jest ściśle związana także z tym punktem – uważnym słuchaniem tego, co odbiorca ma do powiedzenia. Chociaż problem ten występuje również w bezpośredniej komunikacji, w social media jest on jeszcze bardziej skomplikowany. Dyskusja staje się bowiem dostępna nie tylko dla samych rozmówców, ale także dla obserwatorów, którzy niekoniecznie muszą wziąć w niej udział, jednak z pewnością wyciągną wnioski. Uprzejmość i powściągliwość mogą więc stać się kluczem do Twojego sukcesu, jej brak zaś gwoździem do trumny. Dotyczy to nie tylko samych komentarzy pod postami. Najlepszym przykładem są recenzje – bardzo często zdarza się, że marka nie odpowiada na wystawioną ocenę: ani pozytywną, ani negatywną. Zamiast po prostu przyjmować gwiazdki i ich uzasadnienie, odpowiedz grzecznie, zadawaj pytania, a może uda Ci się wywołać dyskusję. Pokaż, że potrafisz słuchać, ale także przyjmować słowa uznania. Nie chwalisz się przecież, ale wywołujesz pozytywną rozmowę. Jeśli klient jest zadowolony, zacznij dopytywać co zamówił i pochwal dobry wybór. Dzięki temu pozycjonujesz te komentarze, które z pewnością zrobią wrażenie na osobach nieznających jeszcze Twojej firmy. Zasada ta dotyczy także innych miejsc w Internecie, w których mówi się o Twojej firmie. Monitoruj te informacje i wchodź w interakcję z klientem. Odpowiadając na pytania, które nie zostały zadane bezpośrednio Tobie, wykazujesz zainteresowanie, które z pewnością zaowocuje.

4. Pisz po Polsku!

A może inaczej – kiedy piszesz, rób to poprawnie. Błędy ortograficzne, stylistyczne, a nawet interpunkcyjne nie tylko kłują w oczy, ale także utrudniają komunikowanie się z odbiorcami. Po pierwsze: każdy błąd zakłóca przekaz. Czasem źle postawiony przecinek może zmienić sens zdania, nie mówiąc już o używaniu słów, których znaczenia nie znasz lub złego umieszczenia ich w kontekście. Nie możesz się spodziewać, że ktoś czyta Ci w myślach i doskonale rozumie Twój przekaz. Po drugie: błędy prowokują do dyskutowania o Twojej niekompetencji (często nieuprzejmie nazywanej po prostu głupotą). Niektóre osoby odwiedzające Twój profil czy bloga, uprzejmie poinformują Cię o wpadce w komentarzu lub wiadomości prywatnej. Jednak to zdarza się rzadko. Częściej spotkasz się z prześmiewczymi lub chamskimi wpisami, które mają tylko jeden cel: poniżenie Cię. Oprócz oczywistych nieprzyjemności zauważysz również, że dyskusja nagle przestała dotyczyć poruszanego w tekście tematu – zamiast tego użytkownicy skupili się na Tobie! I to w taki sposób, jakiego wolisz uniknąć.

5. Pokaż ludzką twarz

Firma to coś więcej, niż produkty i statystyki sprzedaży. To przede wszystkim ludzie – Ty i Twoi pracownicy, którymi powinieneś się chwalić. Najpopularniejszą i najczęściej wykorzystywaną techniką są oczywiście zdjęcia ekipy publikowane w social media. Chociaż to mocno wyeksploatowany sposób, nadal sprawdza się doskonale. Nie warto jednak polegać tylko na nim. Pamiętasz co mówiliśmy o przyjmowaniu pochwał? Możesz także pochwalić się osiągnięciami członków zespołu, zauważać ich osobno – jako konkretnych specjalistów – ale także razem, jako grupę. Ciekawy sposób na komunikację z użytkownikami wypracował sobie Brand24. Pracownicy, którzy aktywnie prowadzą swoje projekty w social media, nie zapominają wspomnieć o Brand24, dzięki czemu ranga firmy wzrasta. Oczywiście nie warto zmuszać swojego zespołu do tego, by aktywnie udzielał się pod postami czy zachęcał do korzystania z Twoich usług – tego typu działania prędzej Ci zaszkodzą, niż pomogą. Ta strategia ma przede wszystkim pokazać, że Twoi pracownicy czują się doskonale w swoim towarzystwie, są zżyci, zadowoleni, a przez to… efektywni.

6. Po prostu

Prosty przekaz zawsze jest w cenie. W tym przypadku nie mamy jednak na myśli krótkich, hasłowych tekstów – choć mają one swoje zalety, zwłaszcza przy tworzeniu postów na portale społecznościowe. Ten punkt odnosi się (znowu) do języka. Brak błędów to połowa sukcesu. Drugą jest odpowiedni dobór słów w danej branży. Używając trudnych, niezrozumiałych dla ogółu wyrażeń, wcale nie wyjdziesz na szalenie inteligentną osobę. Nikt Cię nie zrozumie lub, w gorszym wypadku, zrozumie niepoprawnie. Wniosek jest jeden: tracisz. A Twoim zdaniem, co jest najważniejszą zasadą dotyczącą komunikacji?

Kto w dzisiejszych czasach nie ma funpage na facebook’u? To przecież najlepsza wizytówka Twojej firmy, idealny sposób na to, by dotrzeć do potencjalnych klientów. Jednak prowadzenie funpage to prawdziwa sztuka – wymaga nie tylko znajomości grupy docelowej,ale także wiedzy na temat internetowej sieci społecznościowej facebook. Z chęcią pokażemy Ci, jak robią to prawdziwi profesjonaliści, którymi jesteśmy z całą pewnością.

Dużo postów to ciągle za mało

Zacznijmy od kwestii podstawowej – publikowania postów na funpage. Wydaje Ci się, że jeden post dziennie wystarczy? To jeden z najczęściej popełnianych błędów na facebooku. Zapamiętaj prostą zasadę: dużo to ciągle za mało. Zwłaszcza teraz, gdy facebook przycina zasięgi, bo chce na nas zarobić więcej pieniędzy. Jak inaczej możesz dotrzeć do swoich fanów, jeśli nie przez ciągłe przypominanie im o swoim funpage? Każdego dnia powinieneś publikować kilka postów, licząc na to, że zobaczy je jak najwięcej osób. Prawdziwi socialmedia ninja to wiedzą, więcej postów to więcej organicznego zasięgu ZA DARMO! Jeśli obawiasz się, że nie znajdziesz na nie pomysłu, przeczytaj całość naszego artykułu – w dalszej części nie zabraknie inspiracji.

Pieseły, koteły i memy z małpolakiem

Kto nie lubi memów i słodkich zwierzaków? My nie znamy takich ludzi i doskonale wiemy, że każdy, nawet najbardziej uparty smutas, od razu uśmiecha się, gdy widzi uroczą grafikę z kotem. Twoi fani z pewnością docenią to, że tak doskonale ich rozumiesz i wrzucasz na swój funpage filmy i memy, które znalazłeś w sieci. Oczywiście, szybko zobaczysz to zresztą po liczbie reakcji i wartościowych komentarzy w stylu „hehe”, „lol”, „xD”. W social media chodzi przede wszystkim o zaangażowanie użytkowników w życie marki, a niewiele jest materiałów, które zrobią to tak perfekcyjnie, jak właśnie grafiki z zabawnymi zwierzakami. Pamiętaj, aby testować swój przekaz. Może Twoja grupa docelowa lepiej reaguje na określoną rasę kotów albo preferuje memy z kwejka? I nie pozwól, by cokolwiek Cię ograniczało – funpage ma wyrażać core values Twojej marki, a nikt nie zna ich lepiej niż Ty. Wrzucaj tam zatem wszystko, co Ci się podoba. Nie ważne, że mem jest sprzed kilku lat. Jeśli Tobie się podoba, to oznacza, że idealnie opisuje Twój produkt. Nawet jeśli niektórzy się nie śmieją.

Emotikonki

Czy wiesz, że posty z emotikonki działają statystycznie o 99% lepiej od tych, które są zupełnie „gołe”? Jest tak, bo emotikonki niosą, tak jak wskazuje nazwa – EMOCJE, a wiemy, że emocje sprzedają. To podstawa marketingu sieciowego w Internecie epoki digitalowej. Poza tym treści z graficznymi wyróżnikami łatwiej wpadają w oko odbiorcy, dlatego dają lepsze współczynnik CTR, a więcej użytkowników w nie klika. Wiesz, co to oznacza? Tak, ilość emotikonek wprost przekłada się na ROI! Im ich więcej, tym lepiej. Tutaj warto zastosować podobną zasadę, jak w przypadku ilości publikowanych postów. Szczególnie, że istnieją poważne podejrzenia, że algorytm facebooka uprzywilejowuje wpisy z dużą ilością emotikonek i chętniej wyświetla je w newsfeedzie. Jest to związane z polityką portalu, który chce być bardziej kolorowy i młodzieżowy tak jak Snapchat. Chodzi o zatrzymanie młodszych użytkowników.

Konkursy!

Jeśli chcesz, by Twój funpage był naprawdę popularny, musisz organizować konkursy. Pewnie nie raz widziałeś, jak wielkie zainteresowanie wzbudzają one na innych stronach, które zyskują nie tylko masę komentarzy pod konkursowym postem, ale także zaskakująco dużo polubień strony. To funpage, na których powinieneś się wzorować! Jak zrobić naprawdę dobry konkurs? Ktoś mógłby powiedzieć, że potrzebujesz do tego drogiej nagrody, o którą warto będzie się bić – nie słuchaj jednak tych głosów, konkurs możesz zorganizować przy naprawdę minimalnym wkładzie własnym, zyskując przy tym spore zainteresowanie. Słyszałeś kiedyś o rozdaniach? To nic trudnego: wystarczy drobna nagroda, kubek związany z Twoją firmą czy inny niewielki gadżet. Następnie w poście prosisz o komentarze ze zgłoszeniami i koniecznie oznaczeniem osoby, która mogłaby wziąć udział. Pamiętaj, by w założeniach wpisać udostępnienie i polubienie posta konkursowego, a także polubienia funpage. Oczywiście konkurs musi być sprawiedliwie rozstrzygnięty – dlatego napisz, że rozwiązanie nastąpi w drodze losowania. I nie przejmuj się regulaminem, przecież i tak nikt go nie przeczyta. Po tak świetnie zorganizowanym konkursie możesz być pewien, że Twój funpage zyska mnóstwo like’ów, na które w pełni zasługuje.

Grafiki

Wiesz, że Twoje posty muszą zaskakiwać nie tylko treścią, emotikonami i pomysłowością formy, ale także grafiką. Całe szczęście na Facebooku jest masa funpage, które specjalizują się w tworzeniu materiałów, które z pewnością Ci się przydadzą. Śledź ich strony i wybieraj to, co podoba Ci się najbardziej oraz co dobrze odzwierciedla charakter Twojego biznesu i funpage. Wystarczy, że klikniesz w ten post i pobierzesz grafikę. Dopisz jakiś angażujący tekst (pamiętaj o emotikonach!) i voilà, masz gotowy post. Bez większego wysiłku udało Ci się stworzyć unikalny materiał na swój funpage. Jeśli jednak posiadasz zaawansowane umiejętności graficzne, możesz zawsze tworzyć grafiki samodzielnie. Podstawowe opanowanie programów takich jak np. Canva nie zajmie Ci więcej niż dwa tygodnie.

Komentarze

Pod swoimi angażującymi postami zobaczysz nie tylko wiele like’ów, ale przede wszystkim komentarze. Powinieneś na nie odpowiadać, żeby utrzymać kontakt z fanami funpage. Oczywiście Internet pełen jest hejterów, więc nie przejmuj się zbytnio negatywnymi odpowiedziami pod Twoimi postami, wszakże hejter jest z definicji sfrustrowanym, samotnym facetem w średnim wieku, który mieszka z matką i całe dnie ogląda filmiki z gier na Youtube. Wystarczy, że na nieprzychylne komentarze odpowiesz w ostrym tonie – nie bój się wyrzucić takiemu delikwentowi jego nieznajomości tematu i chamstwa, zarzucając go przy tym inwektywami. Od razu będzie wiedział, że na Twoim funpage takie gierki nie przejdą. Przy okazji wywołasz żywą dyskusję – dla Ciebie to sytuacja win-win.

Podążaj tą drogą, młody adepcie sztuki prowadzenia profilu w sieci społecznościowej, a możesz być pewien, że pewnego dnia Twój funpage stanie się przykładem dla innych. A może znasz jakieś metody, które powinny znaleźć się w naszym artykule? Koniecznie daj znać!

Dobry content to więcej, niż połowa sukcesu. Treści, którymi jesteśmy w stanie zainteresować naszych fanów, zawsze są w cenie. Jednak nadal zbyt często postrzegamy je jako coś, co musimy robić sami – pisać, tworzyć, kombinować. A przecież możemy te działania zostawić po stronie użytkownika. Jak? Wystarczy pomysł, by ich zaangażować.

Czym jest UGC?

User-generated content jest niczym innym, jak treścią – w formie posta, zdjęć, filmów, komentarzy, ocen, tekstów na blogu – tworzoną nieodpłatnie przez użytkowników. Łatwo się nią podzielić, łatwo podpiąć pod konkretny hashtag. Może dotyczyć samej marki lub wybranego produktu, ale także odpowiadać na akcję przeprowadzoną przez firmę. To szerokie pojęcie zakłada jednak przede wszystkim, że Twój klient bądź potencjalny klient staje się osobą współtworzącą wizerunek marki poprzez swoje działania w Internecie. Jak wykorzystać UGC, by zyskać lepszą sprzedaż, większą świadomość fanów firmy i zbudować silną społeczność i zaufanie odbiorców?

User jest najważniejszy

Bardzo nam przykro, ale to nie Ty i Twoja marka liczycie się najbardziej. Najważniejszy jest użytkownik – osoba, która może Cię wypromować, albo porządnie Ci zaszkodzić. Dlatego pamiętaj o nim i wszystkie swoje działania dostosuj właśnie do niego. Można to nazwać lekcją numer 1 wszystkich działań marketingowych, jednak doskonale wiemy, że bardzo często akurat ta zasada jest zaniedbywana przez wiele osób. Dlaczego? Cały czas może wydawać Ci się, że jeśli masz doskonały produkt, będzie on sprzedawać się sam. Prawda jest jednak taka, że nikt nie sprzedaje tak efektywnie, jak Twój klient. O ile oczywiście potrafisz go do tego zachęcić.

Social proof

UGC działa przede wszystkim na zasadzie social proof, a zatem zaufania do opinii innych klientów i użytkowników. Działania marketingowe, mówiące o najlepszej jakości, najmniejszej cenie i wszystkich innych superlatywach, nie są tak skuteczne, jak opinia – na Facebooku, odpowiednim portalu czy blogu. Kto w dzisiejszych czasach nie czyta recenzji czy nie patrzy na ilość gwiazdek, zanim zdecyduje się skorzystać z jakiejś usługi? Dzięki temu systemowi jesteś w stanie wygenerować nie tylko większe zaangażowanie wokół Twojej marki, ale przede wszystkim świadomość, że jest ona skupiona na użytkowniku i jego potrzebach. Przecież produkt polecają nie tylko te osoby, którym się za tę reklamę płaci, ale przede wszystkim ci, którzy robią to z własnej nieprzymuszonej woli. To ma ogromną moc!

Cele i środki

Zanim jednak zabierzesz się do pracy, powinieneś ustalić dwie najistotniejsze kwestie: jaki cel chcesz osiągnąć i jakie środki możesz wykorzystać. W dalszej części pokażemy Ci przykłady innych marek, z których możesz czerpać inspirację, jednak to nie wystarczy – każda firma jest inna, a jej plany mogą być przeróżne. Określ zatem koniecznie, czy zależy Ci na krótkiej akcji czy może długofalowej kampanii, w której musisz skorzystać z kilku kanałów. Nie unikaj konkretów. Chociaż możesz określić swój cel dość ogólnie, lepiej skupić się na mierzalnym, procentowym bądź liczbowym wzroście, który chcesz osiągnąć. Pamiętaj także, by mierzyć siły na zamiary – nie osiągniesz tego, co robią wielkie marki, jednak powoli możesz do nich dobijać. Najważniejsze jest jednak, by określony przez Ciebie pomysł dawał pole do popisu użytkownikowi. Nie ograniczaj i nie nakierowuj go na pożądane przez Ciebie efekty.

Jak to robią inne marki?

Somersby

Wszystko zaczęło się od Lorda Somersby’ego, który najpierw wynalazł Media Społecznościowe, a później zachęcał użytkowników, by zamiast robić zdjęcia sobie, robili je wspólnie z przyjaciółmi. I tak powstało #friendsie – świetna akcja, która zachęcała ludzi do dzielenia się swoimi doświadczeniami. Oczywiście najlepiej, by były one związane z Somersby. Zaangażowanie kilku blogerów, oryginalny hashtag oczywiście działają na korzyść akcji, a całość doskonale wpisuje się w luźną komunikację marki.

Rada dla Ciebie: Twoja akcja musi być spójna z tym, co firma prezentowała wcześniej. Jeśli marka kojarzy się raczej z dość sztywnym tonem, nie będziesz w stanie zmienić tego za jednym pstryknięciem palców. Zajmij się tym i powolutku wprowadzaj nowe elementy komunikacji – UGC wcale nie musi iść w parze z brakiem powagi.

Aerie

Amerykańska firma Aerie pokazała, że w user-generated content chodzi o coś więcej, niż sprzedaż. Dużo ważniejszy jest image, a akcją #AerieREAL zyskała ona wizerunek marki, która dba o kwestie naprawdę istotne. O co chodzi? O wizerunek kobiet w branży modowej i znaczenie, jaki mają one dla dziewczyn i kobiet na całym świecie. Aerie postanowiło więc, że za każde zdjęcie z hashtagiem #aeriereal wpłaci 1$ na organizację NEDA – związek działający na rzecz walki z zaburzeniami odżywiania.

Piękna akcja i doskonały marketingowo ruch, który świetnie wpisuje się w ich branżę. Brawo. Rada dla Ciebie: Użytkownicy muszą mieć powód, by zaangażować się w daną sprawę. Jeśli zauważą, że Twoja marka wspiera cel, który jest dla nich istotny, z chęcią Ci w tym pomogą. Znajdź więc temat, który pasuje do Twojej branży, ale także wzbudza emocje w użytkownikach. Jeśli tylko możesz, nawiąż współpracę z organizacją charytatywną, którą będziesz wspierać swoimi działaniami w social media.

Starbucks

#RedCupContest to coroczna akcja Starbucks, która ma promować nie tylko kawiarnię, ale także specyficzne czerwone kubki. Zaangażowanie kawoszy do robienia zdjęć najwyraźniej nie jest takie trudne, gdy nagrodą jest możliwość wygrania większej ilości kawy. Poprzez aktywizowanie fanów, marka znacząco wpływa na zaangażowanie ich online, ale także doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że wpływa to świetnie na sprzedaż w najlepszym okresie – w czasie świąt. Rada dla Ciebie: Konkurs to doskonały sposób na wykorzystanie UGC. Możliwość wygrania czegoś niekoniecznie wartościowego, choć pożądanego przez użytkowników, skłoni ich do działania. Pamiętaj tylko, by opatrzyć akcję ciekawym hashtagiem i oczywiście w bezpośredni sposób połączyć zasady konkursu ze swoim produktem.

Apple

Po raz kolejny Apple pokazało, że jest marką, z którą należy się liczyć, i z której trzeba brać przykład. Akcja #ShotOniPhone” zaangażowała ludzi z całego świata do chwalenia się swoimi zdjęciami, które zostały wykonane iPhone’ami. Co mają z tego użytkownicy? Firma daje im szansę na to, by ich prace pojawiły się w najróżniejszych zakątkach świata, w formie billboardów czy plakatów. Apple zyskuje dzięki temu nie tylko fantastyczną społeczność, ale także potwierdzenie funkcji swojego urządzenia, którym oczywiście można robić dużo lepsze zdjęcia, niż zwykłym smarphonem. Rada dla Ciebie: Pokaż, że Twoi użytkownicy należą do prawdziwie elitarnej grupy. Są kimś więcej, niż tylko zwykłymi klientami – są istotną częścią marki, która ma znaczący wpływ na wizerunek. Nie spodziewaj się, że od razu stworzysz tak zgraną grupę fanów jak Apple, jednak wiesz już, na kim powinieneś się wzorować.

Gdy zakończysz akcję, nie zapomnij o tym, by podzielić się contentem, który zyskałeś. Stwórz kolaż i pokaż go jako zdjęcie w tle bądź wykorzystaj w filmie, w którym jednocześnie podziękujesz za zaangażowanie. Nie ograniczaj się – najważniejsze, by treść ujrzała światło dzienne, a Twoi użytkownicy zauważyli, że ich praca nie poszła na marne.

Masz już za sobą swoją pierwszą akcję UGC? A może właśnie się do niej przymierzasz? Z chęcią odpowiemy na wszystkie Twoje pytania i rozwiejemy wątpliwości.

Lęk przed wykluczeniem nie jest niczym nowym. Nie pojawił się przecież wraz z nadejściem Internetu, mediów społecznościowych, smartfonów. Niewątpliwie jednak właśnie wtedy się nasilił. Każdy dobry marketer będzie więc zastanawiać się, jak wykorzystać ten syndrom w swojej pracy. Oto 4 sposoby, które z pewnością przydadzą Ci się w kampanii reklamowej w social media.

Czym jest FOMO

Na początku jednak wyjaśnijmy, czym jest FOMO. Jeśli kojarzy Ci się tylko ze skrótami typu YOLO, musimy wyprowadzić Cię z błędu. Choć ma on wiele wspólnego z Millennialsami, nie dotyczy on wybranego stylu życia (czy po prostu mody), lecz raczej syndromu, na który cierpią przede wszystkim młodzi użytkownicy mediów społecznościowych. Fear of missing out, czyli lęk przed wykluczeniem, jest konsekwencją informacyjnego szumu, który z roku na rok się nasila. Oczywiście nie chodzi o same newsy, ale raczej o produkty czy doświadczenia, których jest coraz więcej. Użytkownik zostaje zatem zmuszony do dokonania wyboru, co stanowi dla niego większą wartość i co ma zamiar śledzić bądź w czym brać udział. Przez wzgląd na ogrom bodźców szybko zauważa, że nie jest w stanie „być” wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ciekawego. W tym właśnie momencie pojawia się FOMO – strach, że znajomi i bliscy są na bieżąco ze wszystkim, co ważne i dzięki temu mają dużo ciekawsze życie. Jak więc wykorzystać ten lęk w przekazie reklamowym?

Potrzeba i brak

Kreowanie potrzeb to jedno z głównych zadań osób zajmujących się sprzedażą – nie ma w tym nic nowego ani odkrywczego. Jednak ta strategia działa, gdyż odpowiada bezpośrednio na lęk przed wykluczeniem. Ograniczona ilość produktu, na który w danej społeczności jest zapotrzebowanie, działa na użytkowników niczym magnes. „Spiesz się”, „To już ostatnie egzemplarze”, „Tylko do końca tego tygodnia” – to hasła, które widzimy i słyszymy bardzo często. Jednak nadal przynoszą efekty, a FOMO ma na to ogromny wpływ. Na tej zasadzie działają chociażby biura podróży, które na swoich stronach informują o tym, ile osób w danej chwili ogląda daną ofertę. Nie chcesz, żeby ktoś sprzątnął Ci ją sprzed nosa? Lepiej wykup ją już teraz!

W social media działa to tak samo dobrze, chociażby w formacie ofertowym. To idealny sposób na wykreowanie potrzeby i jednoczesne zaznaczenie, że oferta jest limitowana. Oczywiście nie tylko ten typ reklam sprawdzi się doskonale. My wykorzystaliśmy chociażby darkpost kierujący na landing page. A tam – nie tylko informacja o ograniczeniu pakietów, ale także licznik, który jest kolejnym elementem wywierania presji na potencjalnym kliencie.

Ekskluzywność

Ten sposób idzie ręka w rękę z punktem pierwszym – jeśli już udało Ci się wykreować potrzebę, przyszedł czas, by ograniczyć ją tylko dla wybranego grona. Przecież każdy chce należeć do klubu, czuć się lepszym od reszty. Tak oczywiście działa Apple, który daje klientom świadomość, że przynależą do elitarnej grupy. Zresztą warto podkreślić, że marka zaczęła korzystać z FOMO dopiero w momencie, w którym miała już swoich ambasadorów – osoby potwierdzające wyjątkowość produktów, ale także przynależność ich właścicieli do elitarnej grupy społecznej.

Dodatkowe nakręcanie sprzedaży poprzez wypuszczanie na rynek niewielkiej ilości egzemplarzy (a zatem wykorzystanie w kampanii elementu braku), jest jednym z najlepszych przykładów na działanie FOMO w strategii marketingowej. Na zasadzie ekskluzywności opierają się także programy lojalnościowe, do których dostęp mają tylko zaangażowani klienci. Złote karty? To samo. Jak więc możesz wykorzystać to w swojej branży? Podstawowym krokiem jest stworzenie newslettera, w którym informujesz o promocjach, firmowych ciekawostkach czy przedsprzedaży – mają do nich dostęp tylko subskrybenci.

A co z social media? Nagradzaj tych, którzy są najbardziej aktywni, pozwalaj im decydować o czymś istotnym dla fanpage’a, organizuj wydarzenia, w których można nie tylko dowiedzieć się, ale także zdobyć coś, czego nie da się znaleźć nigdzie indziej. Innym sposobem na wyróżnienie klientów jest stworzenie dla nich limitowanej edycji czy wersji premium. Nie da się jednak ukryć, że najpierw musisz skupić się na wzbudzeniu zainteresowania i stworzeniu prawdziwej grupy fanów marki.

Doświadczenie, nie produkt

W tym miejscu po raz kolejny moglibyśmy przywołać przykład Apple’a – to właśnie oni po mistrzowsku kreują swój sprzęt, uświadamiając nam, że jest on czymś ponad to, co widzimy gołym okiem. Potwierdzeniem wysokiego statusu społecznego, wyjątkowości. Dzięki temu marka dorobiła się wiernych i świadomych klientów. Chyba wszystkie badania pokazują, że Milllennialsi cenią dużo bardziej samo doświadczenie (i jego autentyczność), niż produkt. Nie ma w tym jednak żadnej nowości. Przypomnij sobie chociażby długie kolejki do Empiku, gdy fani Harry’ego Pottera czekali na kolejną książkę o swoim ukochanym bohaterze. Każdy, kto uwielbiał te powieści, chciał tam być. FOMO pokazało swoje prawdziwe oblicze. Jak możesz to wykorzystać? Słyszałeś kiedyś o UGC? User-generated content będzie w tym przypadku idealnym rozwiązaniem. Pozwól swoim fanom uczestniczyć w życiu marki, zachęcaj ich do tego w postach i wydarzeniach i nie zapomnij o angażowaniu influencerów, którzy liczą się dla Twoich odbiorców. To nakręci zainteresowanie wokół produktu, a stąd już tylko krok do strachu użytkowników, że nie wiedzą, o co chodzi.

Szczerze o FOMO Właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, by mówić o FOMO wprost, szczerze. Przecież wielu z nas doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że marki korzystają z naszego lęku, by sprzedawać produkty i usługi. Zamiast kamuflować swój przekaz, powiedz wprost o co Ci chodzi. No, może nie całkowicie bezpośrednio, ale na przykład tak jak Rue La La.

FOMO jest prawdziwe, Twój klient to wie, więc dlaczego nie przypomnieć mu o tym, że jeśli nie skorzysta z Twoich usług będzie do tyłu z tym, co jest w tej chwili „na fali”? Tego typu kampanie będą jednak działać najlepiej na młodej grupie docelowej. Warto podkreślić też, że Rue La La zastosowało nie tylko zabieg polegający na bezpośrednim mówieniu o strachu, ale także wyraźnie go podkręca. „Jeśli nie klikniesz to będzie nasz ostatni mail” – proste zdanie, jednak robi ogromne wrażenie. Decyzja zależy od użytkownika, jednak czy rzeczywiście chce, by to był ostatni mail? A co, jeśli przegapi coś ważnego? Wtedy decyzji nie da się cofnąć! Genialne.

FOMO to potężne narzędzie – mamy nadzieję, że nasze pomysły na wykorzystanie go w kampaniach nieraz Ci się przydadzą.

Z czym kojarzy Ci się Dzień Kobiet? Z kwiatami i czekoladkami? A może z uprzejmością, z którą każdego innego dnia jest troszeczkę inaczej? Nam, z racji wykonywanego zawodu, przypominają się w tej chwili te najlepsze, rozdzierające serce bądź zabawne kampanie, które pokazują siłę kobiet, ich delikatność, poczucie humoru lub zagrożenia, na które są narażone. Wybraliśmy dla Ciebie te, które uważamy za najlepsze.

Organic Balance

Jak wygląda poranek większości kobiet? Często nie mamy czasu na to, by zjeść porządne śniadanie, a zęby myjemy pod prysznicem, albo w trakcie szybkiego ogarniania łóżka. Właśnie do tych aktywnych, zabieganych, pracujących mówi Organic Balance. I zna je bardzo dobrze – nie tylko pokazując ich prawdziwe codzienne wyzwania, ale też odpowiadając na nie. Spora doza humoru i kopniak dla stereotypowego wizerunku promiennej, zachwyconej i mającej czas na wszystko damy.

This Girl Can

Główna zasada tworzenia przekazu dla kobiet to – „daj im siłę”. „This girl can” robi to fenomenalnie, zachęcając wszystkie kobiety, niezależnie od rasy, wieku czy wagi, do aktywności fizycznej. Prosty przekaz, doskonale dobrana muzyka i świetnie napisane hasła. Właśnie w taki sposób pokazuje się, na czym naprawdę skupiają się dzisiejsze kobiety – na dążeniu do celu, realizacji własnych pragnień, mając przy tym w nosie to, co powiedzą inni. „I kick balls/ deal with it”. Już dawno nie widzieliśmy tak zaczepnej reklamy.

Dove Real Beauty

Dove to prawdziwy mistrz femvertisingu – firma już od lat pokazuje, że doskonale rozumie potrzeby swoich klientek. Pokazując naturalne piękno, kobiety młode i dojrzałe o różnych kształtach i kolorze skóry, zaskarbili sobie sympatię i zaufanie. Oczywiście zdarzały im się wpadki, ostatnia w październiku zeszłego roku, jednak ogólny wydźwięk marki jest nadal ściśle związany z umiejętnością odkrycia prawdziwej twarzy kobiecości. W przypadku kampanii Real Beauty przeszli samych siebie, uświadamiając uczestniczkom, że są piękniejsze niż myślą. Dove, trącając odpowiednie struny, nie tylko sprawnie sprzedaje swój produkt (który ani razu nie pojawił się w spocie), ale także mówi o realnym problemie samoakceptacji. Łezka może się w oku zakręcić.

Bodyform

Zaczęliśmy pisać o kampanii Always „Like a girl’, która w fantastyczny sposób walczy ze stereotypowym wizerunkiem słabych dziewczyn. Jednak po krótkim zastanowieniu doszliśmy do wniosku, że spot Bodyform bardziej zasługuje na znalezienie się na tej liście. Dlaczego? Bo w sposób bezpośredni sprzeciwia się tabuizacji miesiączki. Kto z nas nie zna niebieskiego płynu pokazywanego w setkach reklam podpasek? Kobiety już od dawna mają tego dość – przecież żadna z nich nie ma błękitnej krwi, to nie ten kolor pojawia się na podpaskach, wkładkach czy tamponach. Przełamująca bariery reklama Bodyform mówi wprost: miesiączka to normalna sprawa, pokazywanie tego, jak naprawdę wygląda, również powinno być normalne. Brawo!

Nike: This is us

W tym zestawieniu nie mogłoby zabraknąć Nike – to jedna z tych firm, które na całym świecie kojarzone są z genialnych kampanii ukazujących siłę i wytrwałość kobiet. Tym razem skupia się nie tylko na sporcie, ale także kwestii kulturowej, związanej z konserwatywnym społeczeństwem tureckim. Nike pokazuje atletki z całej Turcji, które walczą nie tylko ze swoimi ograniczeniami, ale także z tradycyjnymi rolami społecznymi i genderowymi. Kobiety zawsze są ciche, a ich dłonie delikatne i przyzwyczajone tylko do gotowania obiadów? Dobre sobie – te wojowniczki udowadniają, że przekraczanie barier mają we krwi.

he most provocative fashion show ever

Sprawy kobiet bardzo często stają się głównymi tematami kampanii społecznych. Rak piersi, gorsze płace, przemoc domowa, gwałt. To właśnie ten ostatni problem stał się przyczynkiem do stworzenia projektu „guilty clothes” pokazanego na London Fashion Week. Goście pokazu, skuszeni zapowiedzią najbardziej prowokacyjnej kolekcji ubrań, nie byli świadomi, że zobaczą modelki ubrane w stroje do bólu zwyczajne, które każda kobieta mogłaby założyć na co dzień. A jednak sprowokowały, prawda? Bo to przecież ubiór kobiet sprawia, że gwałciciel nie jest w stanie się powstrzymać. The Survivors Trust walczy z tym krzywdzącym przekonaniem w sposób pomysłowy, dający do myślenia i chwytający za serce. Spróbuj nie uronić łzy podczas oglądania tego materiału.

A Tobie, jakie kampanie reklamowe z kobietami i dla kobiet najbardziej zapadły w pamięć? Wszystkim Paniom życzymy oczywiście wszystkiego dobrego w przededniu ich święta!

Mocny i sugestywny nagłówek to połowa sukcesu w content marketingu. Musi być silnym akcentem z gatunku „wejście smoka”, jednocześnie nawiązującym do treści tekstu i obiecującym korzyści płynące z wiadomości w nim zawartych. Trudne? Może trochę, ale z pewnością opanujesz tę sztukę.

1. Liczby!

Wszystkie badania pokazują, że najlepiej oddziałującymi nagłówkami są te, które zawierają liczby. Wiedzą o tym wszyscy, dlatego w Internecie aż roi się od tego typu tytułów. Im większa liczba, tym lepiej! Pamiętaj jednak, by umieć zapełnić artykuł obiecanymi poradami. Nawet najlepszy nagłówek nie uratuje Cię przed złością spowodowaną niespełnionymi obietnicami.

Przykłady:

– 10 pomysłów na zdrowy obiad
– 25 sposobów na pozbycie się niechcianych kilogramów
– 50 porad, jak wyjść cało z opresji

2. Nie bój się faktów

Ten punkt po części wiąże się z poprzednim – przecież fakty bardzo lubią się z procentami, które zawsze są mile widziane w nagłówkach. To jednak nie wszystko. Wykorzystując zainteresowania grupy docelowej, możesz w bardzo prosty sposób uruchomić w nich chęć dowiedzenia się więcej na omawiany przez Ciebie temat.

Przykłady:
– 37% Polaków nie przeczytało żadnej książki w 2016 roku!
– 42% kobiet walczy z cellulitem. Sprawdź jak możesz tego uniknąć
– Szok! Nowa metoda odchudzania daje 100% skuteczności

3. Pragnienia i potrzeby

Wiesz czego szuka Twoja grupa docelowa – jeśli nie, to czas najwyższy się tego dowiedzieć. W swoich tekstach musisz odpowiadać na potrzeby ludzi, do których się zwracasz, a nagłówek jest w tej komunikacji niesamowicie ważny. Przekazuj wprost, co masz do zaoferowania swoim odbiorcom, odpowiadaj na ich największe pragnienia.

Przykłady:

– Dowiedz się, jak schudnąć w 10 dni bez efektu jojo
– Jak stworzyć profesjonalnego bloga?
– Jak napisać nagłówek, któremu nie sposób się oprzeć? 😉

4. Naj, naj, naj

Używanie superlatyw to jeden z najprostszych sposobów na to, by uatrakcyjnić przekaz. Nagłówki zawierające słowa rozpoczynające się od naj… zachęcają Twoich czytelników do zaktualizowania swojej wiedzy. Jeśli coś jest najsmaczniejsze lub najpiękniejsze, warto o tym wiedzieć.

Przykłady:

– Najszybszy sposób na zgubienie wagi przed urlopem
– Poznaj najbezpieczniejszy samochód tego roku
– W tym banku oszczędzisz najwięcej

5. Tajemnicza sensacja

Nie jesteśmy wielkimi zwolennikami tej metody, jednak nie da się zaprzeczyć, że to doskonały sposób na wykreowanie nagłówka, który zwróci uwagę czytelników. Jak napisać tytuł, który nie powie nic o treści, ale zachęci do zapoznania się z nią? To proste – zrób z tego sensację! Nie bój się przy tym ekspresywności, używaj wykrzyknień, a także zwracaj się bezpośrednio do czytelnika.

Przykłady:

– Nie uwierzysz, kto jest na tym zdjęciu!
– Nawet Bill Gates by się tego nie powstydził
– Wypróbuj tę metodę! Wydaje się niemożliwa

6. Jak rozkażesz

Kiedy chcesz w najprostszy sposób przekazać odbiorcom, że znacznie skorzystają dzięki Twoim poradom, produktowi etc., użyj rozkaźnika. Nie bój się – nikt nie zarzuci Ci, że jesteś bucem, który rozkazuje innym, co mają robić. Prawdą jest, że ludzie lubią być pokierowani w odpowiednią stronę przez jasny, mocny komunikat.

Przykład:

– Bądź lepszym blogerem
– Zacznij chudnąć! Powiem Ci jak to zrobić
– Zbuduj wizerunek swojej firmy

7. Nie przedłużaj

Ostatni, ale niesamowicie ważny punkt. Trudno jest określić, kiedy dany nagłówek jest idealny, a kiedy za długi. Do tego potrzebujesz przede wszystkim praktyki – testuj swoje teksty i sprawdzaj, jak wpływają na odbiorcę. Możemy jednak powiedzieć Ci jedno: im krócej, tym lepiej. To jedna z ważniejszych lekcji, jakich nauczyliśmy się podczas sprawdzania różnych form przekazu. Długi nagłówek potrafi znudzić, jednak przede wszystkim traci na konkretności. Przekazuj zatem tylko te informacje, które są istotne i oczywiście odpowiednio ubierz je w słowa. Pamiętaj, że to właśnie nagłówek zadecyduje, czy ktoś kliknie w Twoją treść, dlatego postaraj się wejść na wyżyny swoich umiejętności.

Chyba każdy z nas widział wydarzenia typu „Mieszanie bigosu dupą” czy „Msza św. z Rickiem i Mortym”. Niektóre z nich tworzone są tylko dla zabawy lub jako forma komentowania otaczającej nas rzeczywistości (jak chociażby „I Oficjalny Zlot Bezdomnych Właścicieli Luksusowych Aut”). Inne zaś stanowią idealny przykład na to, że wydarzenie może stać się doskonałą formą reklamy, która przynosi wymierne korzyści. Jak je zorganizować?

Zaplanuj działania

Wydarzenie nie różni się w tej kwestii od innych działań marketingowych – musisz wiedzieć, co chcesz robić i do kogo to skierować. Nieważne czy decydujesz się na „prawdziwy” event, czy promowanie usługi. Bez podstawowych informacji dotyczących grupy docelowej, potencjalnego contentu i częstotliwości publikowania postów lepiej nie uruchamiaj tej maszyny promującej, jaką jest wydarzenie na Facebooku. Przysiądź do zadania i potraktuj je poważnie, a szybko zauważysz, że to działa. Jeśli już wiesz, co masz zamiar promować i przemyślałeś całą strategię komunikacji z użytkownikami, zabierz się do roboty.

Przygotowanie wydarzenia

1. Grafika

Jak w przypadku większości postów na Facebooku, tak i tutaj w oczy użytkowników najpierw rzuci się grafika, a dopiero później sama treść. Dlatego postaraj się wyróżnić już na tym etapie, dobierając odpowiednią grafikę do tematu swojego wydarzenia (nasz artykuł o kolorach w marketingu może okazać się pomocny). Pamiętaj jednak o podstawach – wymiarach (1200×450) oraz wysokiej jakości zdjęcia. Unikaj wszystkiego, co sprawi, że grafika będzie nieczytelna, gdyż w ten sposób automatycznie zmniejszasz swoją szansę na dotarcie nawet do ścisłej grupy docelowej.

Podaj nazwę wydarzenia już na grafice, choć miej na uwadze to, o czym wspomnieliśmy powyżej – jeśli tekstu będzie za dużo, sprawi on, że element mający na celu wyróżnienie Twojego eventu stanie się słabym ogniwem promocji. W takich sytuacjach lepiej zrezygnować, niż publikować grafikę jak z przykładu. Nie ograniczaj się jednak tylko do materiałów graficznych – możesz tam zamieścić także film. Z pewnością zwróci on sporą uwagę użytkowników (głównie dlatego, że format ten nie jest zbyt często wykorzystywany jako cover), a także będzie dużo lepiej promowany przez Facebooka.

2. Termin

Zastanów się, czy Twoje wydarzenie ma odbyć się jednorazowo czy może codziennie przez dany okres. Facebook daje swoim użytkownikom dość szeroki wybór opcji – należy jedynie odpowiednio wybrać tę, która nadaje się do Twojego eventu. Prócz tradycyjnych jednorazowych wydarzeń możesz wybrać także codzienne, cotygodniowe (idealnie sprawdzają się w przypadku naszego #7DniWSocialMedia) czy niestandardowe. Jeśli organizujesz cykliczne wydarzenia, z pewnością docenisz to, jak wielką oszczędność czasu i środków przeznaczonych na promocję spowodowała ta zmiana.

3. Tekst

Grafika to nie wszystko – również tekst musi zachęcać do wzięcia udziału w wydarzeniu. Już sam tytuł powinien być jak najbardziej informacyjny – nie pozwól sobie na dwuznaczności i niejasności, gdyż mogą one wywołać niepotrzebne zamieszanie wokół tego, co naprawdę próbujesz promować. Dobrym przykładem jest wydarzenie jednego z naszych klientów, które stanowi podstawę do edukowania użytkowniczek na temat zabiegów i technik upiększających.

Poświęcony temu event odnosi się nie tylko do samych działań marki, ale także do nazwy fanpage’a. Dzięki temu przekaz jest czytelny, a fani wiedzą, kto i dlaczego komunikuje się z nimi w ten sposób. Tworząc opis wydarzenia unikaj także długich zbitek tekstu, gdyż, tak samo jak w przypadku posta, odstrasza on zamiast przyciągać. Jeśli jesteś w stanie zmieścić się w niewielkiej ilości znaków, nie próbuj na siłę dodać dodatkowych informacji. Upewnij się także, że uzupełniłeś wszystkie dane – datę i godzinę, miejsce czy możliwość wykupienia biletów.

4. Promocja

Jeśli utworzyłeś już swoje wydarzenie, nie możesz zapomnieć o wypromowaniu go. Pierwszym ruchem jest oczywiście zaproszenie do niego znajomych – jednak tylko tych, których rzeczywiście interesuje poruszana przez Ciebie tematyka. Koniecznie udostępnij wydarzenie na swojej osi czasu, a także na grupach, z którymi związany jest jego temat oczywiście jeśli masz taką możliwość – w tej chwili grupy najlepszy sposób na złapanie zasięgu organicznego. Korzystaj z tej opcji, póki możesz, gdyż Facebook już teraz próbuje ingerować w sposób wyświetlania treści z grup. Możesz promować je także w innych wydarzeniach o powiązanej tematyce, o ile oczywiście organizatorzy się na to zgodzą. Poza tym nie zapomnij o płatnych działaniach. Reklamując wydarzenie nie polegaj jednak tylko na grafice coverowej – eksperymentuj z obrazem statycznym i wideo, ale przede wszystkim różnymi opisami. Zobacz, który z nich najbardziej zainteresuje użytkowników. Promocja nie kończy się jednak tylko na wydarzeniu. To właśnie ono ma pomóc Ci zebrać odpowiednią grupę docelową – zainteresowaną daną tematyką, ale także gotową do przyswajania informacji o Twoim produkcie. Przykładowo: jeśli jesteś dietetykiem, idealny audience znajdziesz w wydarzeniu „W 2018 roku osiągnę idealną wagę”. To właśnie tam możesz edukować potencjalnych klientów, którym, na koniec eventu, wprost zareklamujesz swoje usługi.

5. Posty

Facebook przycina zasięgi – chyba każdy z nas zdążył już to odczuć – jednak wydarzenia jak na razie są odporne na tego typu działania. Każdy post, który zostanie opublikowany na stronie Twojego wydarzenia, dotrze do wszystkich zainteresowanych. Wykorzystaj to dobrze i staraj się przekazywać ciekawy content w urozmaiconej formie. Publikuj zdjęcia (np. z poprzedniej edycji), edukuj, przedstawiaj prelegentów bądź osoby organizujące event. Przede wszystkim nie wybiegaj poza tematykę, która związana jest z wydarzeniem. Pamiętaj, że osoby, które się na nie zapisały, nie chcą dostawać śmieciowych informacji o Twoim biznesie, lecz wszystko to, do czego zobowiązałeś się w opisie.

Zakończ z klasą

Gdy Twoje wydarzenie się skończy – nieważne, czy jest to jednorazowe seminarium, cotygodniowe szkolenie czy roczny „niby-event”, który ma na celu edukowanie potencjalnego klienta – zajmij się sporządzeniem podsumowania. Możesz zamieścić je na Facebooku i swojej stronie, dziękując przy tym wszystkim uczestnikom. W ten sposób otwierasz sobie drogę do zaproszenia na kolejną edycję lub inne organizowane przez Ciebie wydarzenie.

Wiesz już, jak stworzyć popularne wydarzenie, dzięki któremu zgromadzisz wokół swojej marki potencjalnych klientów. W takim razie czas działać – a jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości bądź pytania, pisz do nas!

W czasach, gdy Facebook przycina zasięgi organiczne, prowadzenie fanpage’a nie należy do najłatwiejszych zadań. Każda marka, wydawca czy influencer zrobi wszystko, by dotrzeć do jak największej liczby użytkowników (w tym także do swoich fanów, którym posty się nie wyświetlają). Promocja postów okazuje się więc koniecznością, nie kaprysem. Jednak zanim się za to zabierzesz, pamiętaj…

Na wszystkie świętości, nie klikaj w „promuj post”!

Uważasz, że przesadzamy? Że „promuj post” doskonale sprawdzi się w Twojej branży, a dodatkowo wydasz na to tylko jakieś marne grosze? Z pewnością słyszałeś opinię znajomego (bądź znajomego znajomego), który jest zachwycony nagłymi wysokimi zasięgami, za które zapłacił tylko 5zł. Już tutaj coś powinno zwrócić Twoją uwagę. Tania, dobra reklama po prostu nie istnieje. Wyjaśnimy Ci, dlaczego.

 

Co się dzieje po kliknięciu?

„Promuj post” kusi łatwymi, szybkimi i tanimi rezultatami, jednak po poznaniu mechanizmu, który kryje się za tym rozwiązaniem, bez trudu można zrozumieć, że to tylko fasada. Kiedy klikniesz w magiczny przycisk, oddajesz Facebookowi całą inicjatywę – to on tworzy dla Ciebie kampanię i to on decyduje, czego najbardziej potrzebujesz. Według niego jest to zaangażowanie. Jak się jednak z pewnością domyślasz, nie zawsze chcesz wycisnąć ze swojego posta jak najwięcej lajków i komentarzy. Czasem potrzebujesz chociażby kliknięć w link, by przekierować użytkowników do Twojej strony internetowej, na której przygotowałeś konkurs, promocję czy inne atrakcje. Facebook niestety tego nie wie, a bez Twojej pomocy sam się nie domyśli. „Promuj post” jest zatem podstawą podstaw, na którą nie masz najmniejszego wpływu. Brzmi źle? Jest jeszcze gorzej.

Targetowanie

Wiesz, co sprzedajesz, a zatem wiesz, do kogo chcesz kierować swoją reklamę. W tym zdaniu nie ma niczego odkrywczego. Załóżmy, że sprzedajesz race, a w Twoim mieście szykuje się naprawdę wielkie wydarzenie, na którym Twoje produkty będą schodzić jak ciepłe bułeczki. Interesuje Cię zatem dotarcie tylko do tych osób, które korzystają z rac. A jednak, gdy klikniesz „promuj post” możesz spodziewać się, że Twoja oferta dotrze także do rodzin z dziećmi, obsługi wydarzenia czy dziennikarzy, którzy się tam znaleźli. Dlaczego? Targetowanie, a zatem optymalizowanie reklamy pod kątem odbiorców, jest możliwe tylko wtedy, gdy samodzielnie ustawiasz parametry kampanii. Masz zatem pewność, że dotarła ona do tych osób, na których Ci zależy. „Promuj post” umożliwia Ci tylko 3 typy grup docelowych: fanów, fanów i ich znajomych oraz wybraną grupę docelową, w której możesz ustalić dane demograficzne czy zainteresowania. Bardziej zaawansowane parametry czy wielopoziomowe wykluczenia są dla Ciebie niedostępne. Dlatego płacisz za reklamę, która wyświetla się zarówno osobom zainteresowanym Twoim produktem, jak i tym, które z pewnością go nie kupią.

Optymalizacja kosztów

Kliknąłeś „promuj post”? W takim razie nie zawracaj sobie główki optymalizacją kosztów – dla Ciebie te opcje są po prostu niedostępne. Wybranie miejsca wyświetlania, akcji, za którą zostanie naliczona opłata czy możliwość ustawienia ręcznego bida jest poza Twoim zasięgiem. Co to oznacza?

Nie możesz wybrać akcji, za którą zapłacisz

Jak wspominaliśmy wcześniej, nie masz możliwości, by określić, za co zostanie naliczona opłata: za wyświetlenia, zapisanie się na newsletter, kliknięcie w link czy obejrzenie wideo. W opcji „promuj post” ten wybór został dokonany za Ciebie. Oznacza to, że sam utrudniasz sobie osiągnięcie upragnionego celu, czyli konwersji. Zostając przy naszym przykładzie z racami – chcesz przecież je sprzedać. Wyświetlenie reklamy wszystkim niewiele da. Jednak pokazanie jej tym, którzy znaleźli się koło Twojego stoiska, znacząco zwiększy szansę na sprzedaż.

Byle tanio, czyli Facebook wybiera miejsce

Facebook umożliwia nam wybór wielu miejsc, w których mogą być wyświetlane reklamy. Aktualności, prawa kolumna, marketplace, Messenger – są one niesamowicie atrakcyjne, jednak tylko w określonym momencie (i oczywiście dla konkretnego produktu/usługi). Jednak możesz być pewien, że klikając „promuj post” nie uda Ci się reklamować tam, gdzie tego chcesz. Algorytm Facebooka dba o to, by Twoje pieniądze zostały wydane dobrze. Jednak „dobrze” w jego mniemaniu ma przełożenie na ilość, nie na jakość. Chce dotrzeć do wielu osób, jednak nie jest w stanie wybrać odpowiedniego miejsca ani czasu wyświetlania reklamy. Zależy mu tylko na cenie – jak najniższej, oczywiście. Dlatego po kliknięciu „promuj post” możesz być pewien, że Twój materiał pokaże się w najtańszym z możliwych miejsc w czasie, w którym dotrze on do niewielu osób ze ścisłej grupy docelowej. Oczywiście trochę demonizujemy, chodzi jednak o samo założenie. Kiedy optymalizujesz kampanię ręcznie, Ty sam wybierasz i licytujesz się o najlepsze miejsce. Algorytm zaś… po prostu odpuszcza, gdy cena wyda mu się zbyt wysoka.

Nadal wydaje Ci się, że „promuj post” to takie dobre rozwiązanie? Mamy nadzieję, że skutecznie wybiliśmy Ci to z głowy.

Dla wielu osób Facebook jest tylko zabawką – miejscem idealnym do wrzucania śmiesznych memów, komunikowania się ze znajomymi czy sprawdzaniem informacji ze świata. Po drugiej stronie są jednak firmy, influencerzy, wydawcy, dla których to medium nie jest zabawką, lecz narzędziem. I nie da się ukryć, że jest ich naprawdę dużo, wziąwszy pod uwagę, że coraz więcej osób musi promować swoje posty, by docierały one do odbiorców. Ci, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z reklamami, zastanawiają się nie tylko nad przekazem, ale także kwestiami dużo bardziej przyziemnymi: pieniędzmi. Czas więc odpowiedzieć sobie na kilka konkretnych pytań dotyczących płatności i faktur na Facebooku.

Tylko dla wybranych?

Facebook z pewnością nie strzeliłby sobie w kolano takim elitaryzmem. Każdy może promować swoje treści – zresztą pewnie nie raz kusił Cię przycisk „promuj post”, który obiecuje skierowanie Twojego contentu do setek dodatkowych osób (o zwodniczości tej opcji opowiemy w innym artykule). Jeśli z niego skorzystałeś i postanowiłeś zrezygnować z managera i samodzielnej optymalizacji kampanii, swoje rachunki znajdziesz bez większego problemu.

Jeśli reklamujesz się jako firma i chcesz swoje działania ująć w kosztach prowadzenia działalności, musisz korzystać z Managera Reklam – zresztą Facebook Ci to ułatwi, gdyż już podczas tworzenia pierwszej reklamy konto zostanie założone automatycznie. Koniecznie pamiętaj o tym, by uzupełnić wszystkie firmowe dane. Zrobisz to w ustawieniach Managera, a dokładniej w zakładce „Konta reklamowe”. Dane, które tam zostawisz, będą widoczne na fakturze VAT.

Jak pobrać fakturę? Manager to, wbrew pozorom bardzo intuicyjny program, który nie próbuje za wszelką cenę utrudnić nam działania. Chcesz pobrać fakturę? Masz do wyboru dwie opcje: pojedynczą fakturę lub ich zbiór z danego okresu.

Wybierz zakładkę „Rozliczenia” – tam zobaczysz wszystkie transakcje, które przypisane są do Twojego konta (w danym okresie, który również możesz modyfikować). Jeśli reklamujesz się nie tylko na Facebooku, ale i na Instagramie, za pomocą „Filtrów” możesz zmienić typ produktu, dla którego chcesz wygenerować fakturę VAT. Gdy najedziesz na numer referencyjny transakcji zobaczysz ikonę ze strzałką, która służy do pobrania faktury. Dokument będzie dotyczyć jednak pojedynczej reklamy.

Wygenerowanie spakowanego dokumentu jest równie łatwe – wystarczy, że wybierzesz interesujący Cię okres i klikniesz „Pobierz wszystkie faktury”. Zobaczysz dwie opcje do wyboru: „Zestawienie faktur PDF” oraz „Pojedyncze faktury”.

Chociaż mogłoby się wydawać, że zestawienie w formacie PDF będzie lepszym wyborem, niestety nie jest ono fakturą VAT, którą możemy ot tak sobie oddać księgowej. Dlatego lepszą opcją jest pobranie pojedynczych, spakowanych faktur. Będziesz miał pewność, że żadnej z nich nie przegapiłeś.

Próg płatności

Facebook wystawia swoje faktury dopiero po przekroczeniu progu płatności – 90 PLN lub 180 PLN. Jednak jeśli zależy Ci na tym, by nie otrzymywać kilku rachunków, a wiesz, że w miesiącu wydajesz na reklamy określoną kwotę, możesz zmienić próg. Wystarczy, że w zakładce „Rozliczenia” wybierzesz „Ustawienia płatności”, a następnie „Zarządzaj”. To właśnie tam masz możliwość ustalić datę rozliczenia a także próg.

Mamy nadzieję, że rozwialiśmy Twoje wątpliwości w kwestii faktur na Facebooku. Masz jakieś pytania? Coś jeszcze Cię męczy? Daj znać!

Nie każdy traktuje poważnie psychologię kolorów – to dość rozmyta dziedzina, w której trudno jest przeprowadzić jednoznaczne badania, chociażby przez wzgląd na różnice kulturowe, indywidualne preferencje czy kontekst. Nie można jednak całkowicie zignorować znaczenia barw na decyzje konsumentów. Nie robią tego przecież wielkie firmy, poważnie podchodzące do wyboru koloru swojego logo i identyfikacji graficznej, konsekwentnie je wykorzystując. Dlaczego więc miałbyś to robić Ty?

Co z tą psychologią?

Badania na temat kolorów pokazują wyraźnie, jak różnie możemy je odbierać – wystarczy, że kojarzymy daną barwę z czymś nieprzyjemnym bądź miłym (np. czerwień może być zarówno kolorem krwi jak i róż). Eksperyment Karen Schloss i Stephena Palmera udowodnił to, co wielu przeczuwało od dawna: ludzie wolą te barwy, które kojarzone są z pozytywnymi obrazami. Banał? Jasne, ale przydatny. Nietrudno przecież wywołać miłe skojarzenia poprzez odpowiedni dobór koloru brandu z konkretnym przedmiotem. Niech za przykład posłuży Coca-Cola, która nieodłącznie zestawiana jest w naszej wyobraźni ze Świętym Mikołajem i jego czerwonym strojem. Co jeszcze możemy wyciągnąć z testów na temat preferencji kolorystycznych? Joe Hallock swoje badania skierował na kwestie płci. Oto, co udało mu się zaobserwować:

Zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn dominuje niebieski – to właśnie on okazał się ulubiony w obu grupach. Wydaje się zatem logiczne, że aż 33% największych marek świata w swoim logo wykorzystuje właśnie ten kolor*. Istotne są także różnice: drugim ulubionym kolorem kobiet okazał się fioletowy, który z kolei znalazł się wśród najmniej lubianych przez mężczyzn. Zapewne właśnie dlatego to branża kosmetyczna, a nie chociażby motoryzacyjna, tak chętnie używa fioletu w identyfikacji graficznej. Jak jednak przekłada się to na konkretne działania marketingowe i, co najważniejsze, na wyniki?

Show me the evidence

Nie bój się, nie mamy zamiaru mówić o znaczeniu wszystkich kolorów i ich zastosowaniu – takie informacje znajdziesz na każdym branżowym blogu. Dlatego jeśli ciekawi Cię, która barwa wyraża radość, a która oznacza spokój, musisz poszukać tego gdzie indziej. W tej części zajmiemy się tylko mocą kolorów w marketingu internetowym, a zatem tym, co zrobić, by zwiększyć klikalność i zaangażowanie.

Efekt izolacji

Wszystkie wyróżniające się elementy są łatwiej zapamiętywane. To prosta zasada, którą można uwzględnić zarówno przy projektowaniu strony, mailingów jak i przygotowywaniu postów na Facebooka. Przykład?

Co najbardziej przykuło Twoją uwagę (oprócz naszego genialnego Ninja, oczywiście)? Przycisk „Zapisz się!”, prawda? Na jasnym tle to właśnie on wyróżnia się najmocniej, choć jest niewielkim elementem. W tym przypadku to zasługa połączenia minimalizmu z żywym kolorem. Efekt izolacji działa także na Facebooku. Strona platformy jest jasna, dlatego wszystkie ciemniejsze, mocno kontrastowe czy jaskrawe elementy zostaną zauważone szybciej, niż nawet najbardziej eleganckie, choć stonowane posty.

Magia czerwieni

Chociaż czerwony kolor może kojarzyć się przeróżnie, wiele osób zdążyło zauważyć, że wpływa on bardzo pozytywnie na podejmowane przez użytkowników reakcje. Innymi słowy – skłania do kliknięcia. W wielu przypadkach odbywa się to na zasadzie wyróżnienia, tak jak w efekcie izolacji. Gdy strona opiera się na hierarchii kolorystycznej, w której posługujemy się kolorami o podobnych barwach, wyodrębniony element zawsze zwróci większą uwagę. Zatem jeśli na stronie w odcieniach zieleni zamieścimy czerwony przycisk, będzie on klikany częściej, niż zielony przycisk. To w żaden sposób nie udowadnia mocy czerwieni, choć jest kolejnym przykładem na działanie efektu izolacji. Jednak opublikowany w Smashing Magazine test pokazuje, że ten kolor może wyraźnie wpłynąć na efekty naszej pracy.

12 różnych wersji zapisu testowano przez cztery tygodnie. Wyniki jasno pokazują, że najlepszą konwersję (na poziomie 63,2%) przyniósł link nr 10 – „Download For Free” zapisany czerwoną czcionką. Oczywiście wpływ na rezultat mogła mieć także wielkość podpisu „PDFProducer v1.3”, jednak to właśnie linki z czerwonymi elementami przyniosły najlepsze efekty. A jak czerwień działa na Facebooku? Sprawdzonym sposobem, który testowaliśmy już kilkukrotnie, jest ramka, belka bądź zaznaczenie narożników – wszystko w czerwieni.

 

Nawet jeśli sama grafika nie przyciąga wielkiego zainteresowania, ramka odznacza się na tle bieli Facebooka oraz innych postów. Oczywiście korzystaj z niej z rozwagą, nie próbuj szarżować z tym kolorem, jeśli nie pasuje on zupełnie do identyfikacji graficznej Twojej marki. Możesz skorzystać z innej, wyróżniającej się barwy, choć z naszego doświadczenia wynika, że to właśnie czerwień działa najlepiej. Być może sprawia to fakt, że jest jednocześnie agresywna i kojarząca się z intymnością, a może dlatego, że czerwony podświadomie łączymy z… promocjami?

Większe zaufanie – mniejsza widoczność

Mówiliśmy wcześniej, że wiele firm wybiera niebieski na kolor swojego logo – jest lubiany przez obie płcie, a także komunikuje bezpieczeństwo i zaufanie. Prawdopodobnie z tego właśnie powodu stał się kolorem Facebooka. I, niestety, utrudniło to pracę grafikom, którzy próbują wyróżnić posty na stronie. Przykład? Identyfikacja graficzna fanpage’a Energia+ jest wyraźnie nakierowana na błękit i granat. I nie byłoby w tym nic problematycznego, gdyby post operował także żywszymi kolorami, nie zaś bielą (która prawdopodobnie miała uwidocznić bohaterkę spotu). Niestety zamiast tego, fanpage wpadł w pułapkę Facebooka: nagromadzenie niebieskich elementów na stronie – bladoniebieskie tło, wpadająca w granat górna belka – neutralizują detale w tym samym kolorze, wyświetlające się w postach użytkowników. Dlatego tak łatwo przegapić post Energii+.

Zabawa w skojarzenia

Wiesz już, że wolimy te kolory, które dobrze nam się kojarzą – dlatego warto wykorzystywać te skojarzenia przy tworzeniu etykiet i prowadzeniu kampanii reklamowych. Jednak, chociaż możemy projektować pewne asocjacje, zmieniać je, z niektórymi po prostu nie da się wygrać. Zieleń nieodmiennie kojarzy nam się z naturą, dlatego żywność czy kosmetyki w zielonych opakowaniach (bądź logo w tym kolorze), szybko połączymy z ekologicznym stylem życia. Podobnie żółć – to kolor szczęścia, niepohamowanej radości, ale także… cytryn.

Dlaczego więc firma Kopernik, producent Wafla Teatralnego, nie zastosowała tego skojarzenia w tworzeniu opakowania dla swojego produktu o smaku cytrynowym? Zamiast tego zdecydowała się na kolor zielony. Z czym kojarzy Wam się zieleń? Najczęściej z miętą, od biedy z limonką, jednak w żadnym wypadku z cytryną. Taki błąd wyraźnie świadczy o braku zrozumienia nie tyle samych konsumentów, co najzwyklejszych w świecie ludzkich zachowań. Jaka płynie z tego lekcja? Nie uciekaj od oczywistych skojarzeń, gdyż pewnych rzeczy, utartych w naszym postrzeganiu świata, nie da się zmienić. Zamiast próbować z nimi walczyć, wykorzystuj je w kreatywny sposób. Mamy nadzieję, że udało nam choć trochę uwrażliwić Cię na problem odpowiedniego doboru kolorów w Twojej branży – nie tylko ze względu na estetykę ;).