Ostatnio w mediach społecznościowych zrobiło się głośno na temat kampanii społecznej zorganizowanej przez Chlebem i Solą oraz Otwarta Rzeczpospolita. Mowa oczywiście o spocie Nasz Chleb Powszedni, który w piękny, symboliczny sposób sprzeciwia się piętnowaniu szeroko pojętej inności. To przypomniało nam o innych kampaniach, które zrobiły na nas ogromne wrażenie, zabierały głos w istotnych kwestiach. Dlatego przygotowaliśmy dla Was to zestawienie.

It’s Illogical

Zanim w Stanach Zjednoczonych wybuchła bomba pod nazwą #MeToo, It’s on Us opublikowało fantastyczną kampanię, która ośmiesza bezsensowne argumenty, jakimi posługują się gwałciciele. Internet pełny jest tego typu haseł: sama chciała, przecież ‘nie’ oznacza ‘tak’, to przez Twoje ubranie. Nie trzeba być ofiarą, by wściekać się na tak nielogiczne sformułowania. Kampania „It’s illogical” doskonale obnaża głupotę i absurdalność zarzutów kierowanych w stronę kobiet. Bo przecież odwracając sytuację i pokazując dużo bardziej trywialne wydarzenia, z łatwością zauważymy, że to po prostu nie ma sensu.

Man boobs for boobs

Pokazywanie piersi w mediach społecznościowych jest zakazane. Nawet w celach edukacyjnych. Jak więc pokazać kobietom, w jaki sposób mogą się badać? Proste – przecież nie tylko płeć piękna ma piersi. Męski biust, nawet najbardziej obfity, nie podlega cenzurze, dlatego można wykorzystać go w dobrym celu. To wideo doskonale pokazuje, jak istotne jest nie tylko samo badanie, ale także mówienie o tym (i pokazywanie). Ta wiedza przecież nie weźmie się znikąd.

#LetsTalkBalls

A skoro mowa o kwestiach zdrowotnych, warto przyjrzeć się kolejnemu gorącemu tematowi – rakowi jąder. Kampanie skierowane do panów to naprawdę twardy orzech do zgryzienia, głównie przez wzgląd na ogromną niechęć mężczyzn do badania się a nawet rozmawiania o swoim zdrowiu. Właśnie dlatego #LetsTalkBalls to nie tylko głos zabrany w istotnej sprawie, ale przede wszystkim świetnie wykreowana reklama. Gadające jądra? To brzmi niepoważnie. I chociaż temat jest trudny, to rozmawianie o nim w tak lekki, świeży sposób, sprawdza się dużo lepiej niż zwykłe straszenie. Spot mówi wyraźnie – Twoje jądra mają do powiedzenia dużo więcej, niż Ci się wydaje. „Słuchanie” ich może ocalić Twoje życie.

In Real Life

Przemoc to szerokie pojęcie – „dzięki” Internetowi możemy mówić o kolejnej jej odmianie, cyberprzemocy. Spędzając wiele godzin dziennie w social mediach, nietrudno jest stać się jej ofiarą. Mowa nienawiści to chleb powszedni. Kto z nas nie doświadczył obrzydliwych, niesprawiedliwych komentarzy na temat naszego ciała, przekonań, ubioru? „In real life” pokazuje, co dzieje się, gdy internetowy hejt przeniesiemy do naszej ulubionej kawiarni, parku czy na ulicę. Reakcje obcych ludzi są zaskakujące. I budujące.

Sekret

Nie każde dzieciństwo jest słodkie jak cukierek. Nie każde dziecko zachowuje dla siebie przyjemne sekrety. Przekonali się o tym widzowie, którzy przyszli do jednego z warszawskich kin. Na siedzeniach czekała na nich miła niespodzianka – cukierek, słodki sekret. A później zaczęły się reklamy. McCann Worldgroup zrealizowało niesamowicie sugestywną kampanię dla Fundacji Dzieci Niczyje, by pokazać, jak wiele dzieci musi borykać się z wykorzystywaniem seksualnym. Najczęściej przez osoby, które znają i którym ufają. Mocna rzecz.

Listen

Kampanie społeczne opierają się zwykle na fikcyjnych opowieściach, które poruszają istotne kwestie i są podparte statystykami. Jednak nie zawsze. W przypadku tego wstrząsającego spotu nie ma mowy o wymyślaniu – ta sytuacja się wydarzyła. Z pewnością niejeden żartowniś dzwonił na numer alarmowy, by zamówić pizzę. Tym razem nie był to jednak pijany student, a kobieta, pozornie spokojna, pewnym głosem prosząca o dostarczenie pizzy. W tym czasie kamera prześlizguje się po mieszkaniu, obserwując leżące na podłodze przedmioty czy brudne naczynia. To potęguje grozę sytuacji i z ogromną siłą uświadamia nam, że musimy słuchać uważnie, gdyż to, co może wydawać nam się żartem, w rzeczywistości jest wołaniem o pomoc. To nasze zestawienie ulubionych kampanii społecznych. Daj nam znać, czego w nim zabrakło.

Kryzys w mediach społecznościowych jest czymś, co dla większości firm z pewnością nie stanowi obiektu pożądania. Czasami jednak można odnieść wrażenie, że niektórzy dokładają naprawdę wielu starań, aby go wywołać. I właśnie na podstawie takich przypadków powstał nasz krótki poradnik – czytajcie i unikajcie podobnych błędów!

1.Daj swoim odbiorcom obietnicę i jej nie dotrzymaj.

Ten pierwszy krok jest konieczny, aby wywołać wstępny żal wśród Twoich dotychczasowych fanów. Pole do popisu masz tutaj dość szerokie – może to być np. ogłoszenie konkursu i pozostawienie go bez rozstrzygnięcia lub puszczenie reklamy w stylu „tylko teraz 50% rabatu na wszystko!”, gdy tak naprawdę przeceniono tylko kilka najmniej chodliwych produktów. Niezależnie od wybranych środków celem jest to, aby na Twoim fanpage`u pojawiły się pierwsze wpisy o zabarwieniu negatywnym.

2. Nie przyznawaj się do błędu.

Posty i opinie niezadowolonych już są, więc możesz na nie odpowiednio zareagować. W celu zaognienia sytuacji dobrze jest całkowicie zanegować wszelkie zgłaszane uwagi, nazywając przy tym wszystkich krytykujących „hejterami”, którzy wymyślają niestworzone rzeczy lub też złośliwie chcą zaszkodzić Twojej reputacji. Niby dlaczego jakiś fan ma czelność krytykować Twoją firmę? Jest najlepsza i koniec, a jak mu się coś nie podoba, to niech sobie idzie być klientem gdzie indziej.

3. Nie przepraszaj.

Zaczyna robić się gorąco, ale do prawdziwego kryzysu jeszcze trochę brakuje. Negatywnych opinii pojawia się coraz więcej, ale Ty nie możesz przepraszać za swoje błędy, o nie! Najważniejsze to dalej twierdzić, że nic się nie stało i dumnie trwać przy swoim zdaniu. Taka postawa z pewnością spowoduje, że Internauci zaczną uważać osoby zarządzające Twoją firmą za nadętych bufonów, a utrata sympatii fanów jest przecież wodą na młyn każdego kryzysu wizerunkowego.

4. Przenieś negatywną dyskusję w inne miejsce.

Ktoś dodał na jakiejś grupie facebookowej link prowadzący do awantury na Twoim fanpage`u? Świetnie! Możesz to doskonale wykorzystać wrzucając tam swój komentarz z pokrętnymi tłumaczeniami lub mało eleganckimi słowami, dzięki czemu jeszcze więcej osób zdecyduje się na dorzucenie swoich trzech groszy do fali obelg przetaczających się przez Twój profil. A z tym akurat nie powinno być większego problemu, bo mało co tak angażuje polskich Internautów, jak wszelkie awantury. Oczywiście ważne są też zasięgi – idealnie byłoby trafić np. na Wykop albo na łamy czołowych portali informacyjnych. Takiego szczęścia doświadczają jednak jedynie nieliczni.

5. Wykorzystaj fake konta.

Założenie kilku kont bez historii i prowadzenie za ich pomocą bezczelnej pseudokomunikacji w obronie firmy to wyższy poziom wtajemniczenia w trudnej sztuce wywoływania kryzysów. Oczywiście nawet średnio rozgarnięci Internauci szybko zorientują się, że takie wpisy to tak naprawdę ściema, a to jeszcze bardziej podkręci atmosferę i wpłynie na eskalację konfliktu. Przy okazji pamiętaj – nawet jeśli ktoś bezsprzecznie zdemaskuje fakt, że piszesz komentarze z fałszywych kont, nie przyznawaj się i idź w zaparte.

6. Prowokuj.

Kryzys już prawie osiągnął swoje apogeum, ale przecież zawsze można zrobić jeszcze więcej! Dobrym kierunkiem będzie tutaj podjęcie próby tzw. siłowego uciszenia krytykujących. Jak to zrobić? Jedną z najlepszych metod jest straszenie wszystkich autorów negatywnych wpisów założeniem w sądzie sprawy o zniesławienie, ale można też np. zagrozić publicznym ujawnieniem rzekomych (lub prawdziwych) informacji stawiających krytykującego w złym świetle. Nie zawsze da się to rzeczywiście zrobić (choć Google daje w tym względzie spore możliwości), ale sam fakt stosowania gróźb wydatnie pokaże, że będziesz iść do celu po przysłowiowych trupach, a tego większość ludzi naprawdę nie pochwala.

7. Całkowicie ignoruj wszelką krytykę.

Twoi byli fani bez przerwy atakują Cię zjadliwymi komentarzami? Pokaż, jak bardzo ignorujesz ich zdanie i całkowicie przestań odpowiadać na zarzuty. Zamiast tego zapodaj kilka kreatywnych wpisów w stylu „No i znowu piątek, fajnie jest” lub „A oto nowy samochód zakupiony przez naszego prezesa”. Takie ostentacyjne „olewatorstwo” spowoduje, że Twoja firma straci resztki reputacji i stanie się wrogiem publicznym nr 1, a Ty będziesz mógł sobie pogratulować wywołania prawdziwego, długotrwałego kryzysu. Jeśli naprawdę zdarzy się trudna sytuacja, najlepiej będzie postępować dokładnie na odwrót. Jeżeli uznamy, że kryzys jest naprawdę groźny, odpowiednim wyjściem będzie skorzystanie z doświadczenia i wiedzy specjalistów. Nieumiejętnie prowadzona komunikacja może narobić sporych szkód wizerunkowych i spowodować utratę klientów. Tego akurat nie chce chyba żadna firma.

Nie odkryjemy Ameryki pisząc, że prawdopodobnie każdy użytkownik Internetu spotkał się z trollingiem w sieci. Ba, zapewne wielu z Was stało się jego ofiarą. Niesmak, zdenerwowanie, smutek – wachlarz reakcji na tego typu postępowanie jest naprawdę szeroki.

Czym jest trollowanie?

Jest to zachowanie polegające na świadomym umieszczaniu tekstów obraźliwych, często agresywnych, wobec innych internautów. Świadomym,
a więc i celowym, nie ma tu zatem mowy o akcji typu „palnąłem coś głupiego”
– zresztą, stety i niestety, tekst pisany, a przede wszystkim zamieszczony w sieci  dość trudno nazwać czymś mimowolnym i niełatwo go cofnąć, przekręcić jego sens czy wyrzucić z pamięci odbiorców. Do trollingu dochodzi zazwyczaj na forach internetowych, portalach społecznościowych czy kanałach typu YouTube, o czym zresztą możecie się przekonać, gdy spojrzycie na statystyki, które dla Was przygotowaliśmy:

O co właściwie chodzi?

Skąd to się bierze? Źródeł takiego zachowania jest kilka: zazwyczaj to zawiść (mi nie wychodzi, to przynajmniej komuś pocisnę), frustracja (wyładuję się na kimś – może mi przejdzie), samotność (nie mam z kim porozmawiać w realnej rzeczywistości, to chociaż w Internecie ktoś zwróci na mnie uwagę) czy zwyczajna nuda (nie mam co robić, więc rozwalę jakąś dyskusję). Trolle (swoją drogą, powyższe określenie jest po prostu doskonałe) działają na zasadzie: „nie znam się, to się wypowiem”, a przede wszystkim – tutaj przypomnimy fanom Kultu fragment piosenki tego zespołu – „byle zagnać do swego bagna”.
Ciekawe okazują się statystyki dotyczące płci wspomnianych osób. Przeważnie hejtują… mężczyźni. Robią to częściej niż płeć piękna (statystyka jest robiona w oparciu o jeden miesiąc; być może czerwiec okazał się pechowym dla facetów miesiącem):

Jaka jest tego przyczyna? 

Cóż, może to być po prostu znak czasów. Najlepiej będzie, jeśli odeślemy Was do książki, która kapitalnie pokazuje, co obecnie dzieje się z płcią brzydką. Autorzy wysuwają tezę, że współczesny mężczyzna  tworzy z wirtualnej rzeczywistości substytut relacji międzyludzkich, a robi to za pomocą gier komputerowych i pornografii. My dołożylibyśmy do tego internetowy hejt, który stanowi swego rodzaju wyładowanie agresji.
Całą sytuację dodatkowo napędza anonimowość w sieci. Mało prawdopodobne, by osoba, która ukrywa się pod pseudonimem była w stanie powiedzieć na żywo to, co napisała na forum. Nie ma tu mowy o jakiejkolwiek odpowiedzialności za to, co się wysmarowało, mimo że konsekwencje trollowego posta bywają niebagatelne. Kogo z nas nie korciło, by nie potraktować trolla ciętą ripostą?
Sytuacja jest tym trudniejsza, im bardziej jesteśmy zaangażowani emocjonalnie w daną sprawę. Czy jednak warto? Okazuje się, że najlepszą metodą na trolla jest po prostu niepodejmowanie dyskusji. 
Pamiętajcie, że komentarze tych osób wynikają z głębokiej frustracji, a więc ich problemu, a nie Waszego. Bo właściwie po co mielibyśmy pozwolić na to, aby złośliwy tekst jakiejś nieszczęśliwej osoby zatruwał nam życie? Jeśli potraficie wyciągnąć konstruktywne wnioski z trollowego komentarza, szczerze gratulujemy. Najczęściej jednak przejmowanie się złośliwymi wypowiedziami w sieci jest pozbawione sensu. Zamiast podejmować polemikę, lepiej posłuchać po raz setny ukochanej piosenki, obejrzeć najnowszy odcinek ulubionego serialu, tudzież dać sobie powróżyć  z ręki  🙂
Po prostu nie bierzcie wszystkiego na serio. Traktujcie wszelkie wypowiedzi zamieszczone w Internetach z przymrużeniem oka. To samo proponujemy zrobić w przypadku tego artykułu.